poniedziałek, 13 stycznia 2014

przedzierając się przez celulozę

ciepło - jak to jest, że w domu robi się ciepło zwane przytulnym;
wszystko wychodzi z naszych głów, ciepłe światło, otulanie, przewietrzenie - wietrzność, przewietrzone nagromadzenie
i jednak skojarzenie poszło;)-perfekcyjna pani domu a tu "skilla" z magii porządków codziennych brak bardziej cytując:
"chciałam zrobić mięso w winie, wypiłam trzecią butelkę i nie wiem po co jestem w kuchni" ale pomimo to, dom powstaje...
trochę za późno zaczęłam robić zdjęcia i nie mam pięknego chaosu jaki osiągnęłam w dwóch pierwszych dniach powstawania domku. Cały środek pokoju został zawalony kartonami różnorako przycinanymi, wyginanymi, oraz planem przedstawiającym rzut z góry, zdjęcia obecne to już przestrzeń absolutnie uporządkowana

 
popsute podkładki na stół okazały się idealną deską parkietową 





ponieważ mam  swobodę budowlaną, gdyż na głowę mi nie kapie, więc przy okazji podłóg, powstały malutkie "cd-action" - taki akcent, co to też, na tej podłodze będzie zalegało


konstrukcja się rozrasta, dużo czasu zajmuje klejenie i wysychanie powierzchni, ważne by długo były obciążane, inaczej mocno się wyginają;
jednak jest to papier, możliwość zachowania kątów prostych jest znikoma, nie mniej jako osobie wychowanej w wielkiej płycie nie bardzo to przeszkadza:)
tutaj zaczyna się realizacja koncepcji podłogi w kuchni, bardzo długo nad nią myślałam, była wersja kartonowo-okleinowa, próba samodzielnego wytworzenia kafelek gipsowych, nabyłam nawet za 4 zł atrapę kafli - najczęściej wstawianą na ścianę koło zlewu w kuchni - mało urokliwe; aż pewnego dnia będąc w markecie budowlanym spostrzegły me oczy - hit! Wyprodukowano kafelki do mojego domku, idealne: małe, płaskie i przecenione na 5 zł:)

tu schną pod obciążeniem - nie potrzebnie przykleiłam je na pozostały po remoncie, klej do glazury, schło długo (3 dni) i karton mocno zwilgotniał - myślałam, ze się porozkleja - na szczęście wytrzymał. Następnym razem:), mądrzejsza o tą wiedzę przykleję po prostu na wikol, nie mniej podłoga w kuchni wyszła solidna.


tu końcowy efekt, fugowałam gładzią-dosyć wygodnie, to jednak domek dla lalek (właściwie jednej lalki - Susannah) więc można sobie pozwalać na takie szaleństwa - nie przewiduję mycia podłogi wodą (w ogóle nie przewiduję mycia podłogi - idealnie - prawie raj;))




no wyszło murowanie i potem znowu utknęłam, na tym co zrobić na ścianie, jak wymyślić kafelki i tu z pomocą przyszło natchnienie, że przecież jest ulubiony Piet Mondrian, który tak pięknie graficznie obmyślił już; w wenie, przy wolnej interpretacji dzieł, wyszło jak wyżej; na zadrukowaną kartkę nakleiłam folię (okładka do bindowania projektów-dzięki mamoAniu)
ale tak najbardziej ulubionym od którego sympatia do Piet'a Mondrian jest: "wiatrak nad wodą" - skan z gazety "wielcy malarze"


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz